Nie miałam okazji jeszcze podziękować wam za 2000 wejść! Jesteście wspaniali!
Zapraszam do komentowania ^^
~.~.~.~
Dan wysiadł z autokaru i podszedł do lewej burty pojazdu, żeby wyciągnąć walizki. Alice podbiegła do niego, poprawiając słomkowy kapelusz z dużym rondem. Na nosie blondynki pojawiły się drobne piegi, jakby ktoś skropił ją farbą. Dziewczyna uśmiechnęła się do chłopaka i pomogła wyciągać torby. Biała sukienka, trochę jej w tym przeszkadzała, ale trampki sprawiły, że mogła poruszać się bez trudu.
Zapraszam do komentowania ^^
~.~.~.~
Dan wysiadł z autokaru i podszedł do lewej burty pojazdu, żeby wyciągnąć walizki. Alice podbiegła do niego, poprawiając słomkowy kapelusz z dużym rondem. Na nosie blondynki pojawiły się drobne piegi, jakby ktoś skropił ją farbą. Dziewczyna uśmiechnęła się do chłopaka i pomogła wyciągać torby. Biała sukienka, trochę jej w tym przeszkadzała, ale trampki sprawiły, że mogła poruszać się bez trudu.
- Już za tym tęsknię - westchnęła
Killean, obserwując znikający za rogiem autokar.
Dan obrócił się i dostrzegł
czekającego na nich Ralpha. Pomachał do przyjaciela radośnie. Brunet podszedł
do nich z szerokim uśmiechem i zamknął chłopaka w swoim niedźwiedzim uścisku.
Smithowi, jak zwykle, na chwilę zabrakło powietrza w płucach. Potem Pelleymounter delikatnie
objął Alice, jakby dziewczyna była szklaną figurką. Blondynka za to nie miała
żadnych zahamowań i z całej siły przytuliła szyję Ralph'a.
- Jak było mała? - spytał chłopak,
gdy blondynka wreszcie się od niego odsunęła. - Twój chłopak dał ci mocno w
kość?
Dziewczyna przewróciła oczami i
pstryknęła przyjaciela w nos ze znudzeniem.
- To nie jest mój chłopak - stwierdziła
znudzonym tonem, którego używała, żeby wytłumaczyć, że nie są parą, zanim
faktycznie się nią stali.
Dan uniósł brwi. Jego spokój i
radość uleciały tak nagle, jak wystraszony wróbel zrywający się z drzewa.
Chłopak poczuł zimny dreszcz, od którego na ramionach pojawiła się gęsia
skórka.
- Jak to? - wyrwało mu się
Alice spojrzała na szatyna i
odwróciła wzrok, chowając twarz za rondem kapelusza. Zanim się to jednak stało,
Smith był pewien, że dostrzegł w jej bezbarwnych oczach smutek.
- Właśnie - pochwycił temat Ralph. -
Ja ciągle powtarzam, że powinniście się wreszcie zejść. Tylko ślepy nie
zobaczyłby, że się kochacie...
- Zamknij się Ralph! - wrzasnęła
nagle blondynka, zrywając kapelusz z głowy. - Zamknij się!
W jej oczach błyszczały łzy.
- Ale... - Dan popatrzył na nią zaskoczony. - Ja naprawdę cię k...
- Nie prawda! - krzyk Alice stał się
zachrypnięty. - Jesteś okropny Dan! Przestań mówić te wszystkie rzeczy!
Smith rozchylił usta ze zdziwienia.
Dziewczyna odetchnęła głęboko i zacisnęła dłoń na rondzie kapelusza, miażdżąc
delikatne słomki. Ten widok zabolał. Dan kupił jej ładne okrycie głowy na
wyjeździe. Bardzo się z niego cieszyła.
- Nieważne - westchnęła. - Wracaj do
swojej nowej dziewczyny.
- Nowej dziewczyny? - powtórzył
chłopak jak echo. - Co ty gadasz Alice, ty jesteś moją dziewczyną, prawda?
Szatyn chciał do niej podejść, ale
blondynka cofała się o dwa kroki z każdym kolejnym krokiem Smith'a. Była taka
smutna i zawiedziona. Dan musiał za wszelką cenę do niej dotrzeć. Coś mu mówiło, że jeśli znajdzie się blisko dziewczyny, wszystko znów będzie w porządku.
W pewnym momencie ktoś złapał go z
tyłu za nadgarstek i zatrzymał gwałtownie.
- Dan - kobiecy głos był aksamitny
jak mocne wino. - Zostaw ją.
Smith powoli odwrócił głowę.
Nie mógł powstrzymać krzyku. Wyrwał
się z uścisku i cofnął o kilka kroków. Wilcza Dziewczyna patrzyła na niego
nieruchomo.
- Czekałam na ciebie - stwierdziła
zimno. - Chodźmy do domu.
Czarne oczy paraliżowały jego umysł.
Nie mógł się skupić na niczym innym. Cała sytuacja wydawała się być zbyt
absurdalna, a przez to jeszcze bardziej przerażająca.
- Posłuchaj jej - powiedziała cicho
Alice.
Dan spojrzał na blondynkę. Słomkowy
kapelusz leżał podarty pod jej stopami.
- Po prostu odejdź - głos dziewczyny
był zupełnie bez wyrazu, jakby stała się robotem. - Jeśli znikniesz, może
przestaniesz ranić wszystkich dookoła. Może przestaniesz krzywdzić mnie.
Ralph, który do tej pory milczał,
popatrzył na przyjaciela z dezaprobatą i odszedł bez słowa. Killean wciąż stała
w miejscu, przyglądając się chłopakowi i Wilczej Dziewczynie.
- Chodź Danny - odezwał się jego
koszmar.
Nikt oprócz Alice nie mówił na niego
Danny.
- Nie - szepnął, zaciskając pięści.
Nie chciał znów poddać się złym
snom.
- Chodź - powtórzyła Wilcza
Dziewczyna.
Dan spojrzał na brunetkę. Była
niższa od niego, ale miał wrażenie, ze patrzy na wszystkich z góry. Miała
przewagę i dobrze o tym wiedziała.
- Nie - odparł chłopak tak cicho, że ledwo usłyszał
sam siebie.
Zimne oczy przyglądały mu się uważnie.
- Dobrze wiesz, że ona nie może
należeć do nas obojga.
Smith zmarszczył brwi.
- Ona należy do mnie - stwierdziła
dziewczyna. - Wszystko należy do mnie. Ty jesteś jedynie sylwetką. Cieniem.
Niczym więcej.
Dan patrzył na nią bezradnie. Kąciki
ust Wilczej Dziewczyny uniosły się powoli. Uśmiech nie dotarł jednak do oczu,
które wciąż niewzruszenie przewiercały chłopaka na wylot. Czuł się całkiem
bezbronny. Ona widziała jego nagą duszę. Każdą wadę, którą chciał ukryć przed
samym sobą. Każdą chwilę strachu lub wahania. To ona była strachem. Szeptem w
jego uchu, który mówił, że jest niczym.
Jest sylwetką.
I cieniem.
Kim był, żeby walczyć z
niezwyciężonym do tej pory strachem?
Brunetka wydała z siebie pomruk
pełen triumfu i ruszyła w stronę stojącej w bezruchu Alice. Dana ogarnęła
panika. Wiedział, że jeśli nie dotrze do blondynki pierwszy, straci ją na
zawsze, a wtedy wszystko się skończy.
Na drżących nogach wystrzelił do
przodu, ale zamiast biec w dobrym kierunku, zaczął się cofać. Im bardziej
starał się wyprzedzić Wilczą Dziewczynę, tym bardziej się od niej oddalał. W
płucach szatyna pojawił się bolesny ogień. Nogi zaczęły ciążyć, jakby ktoś
przytwierdził do nich ołowiane odważniki. W uszach słyszał tylko oszalałe bicie
własnego serca.
Blondynka nie patrzyła już na
chłopaka. Wyciągnęła dłoń w stronę brunetki. Czekała cierpliwie, aż ich palce
się zetknęły. Cienie zaczęły ożywać. Świat ogarniała ciemność. Jego świat się
kończył.
Dan widział jak bezbarwne, ale
zawsze lśniące od uśmiechu oczy ciemnieją. Alice spojrzała na niego wzrokiem
Wilczej Dziewczyny.
Czarne oczy były ostatnią rzeczą,
która została przesłonięta przez mrok.